Powrót Główna

Towarzystwo Rowerowe STRADA

W sierpniu 2007 roku, odbyła się Pierwsza Rowerowa Pielgrzymka Energetyków. ze Szczecina do Częstochowy z okazji 27-lecia beatyfikacji Patrona Energetyków św. Maksymiliana Kolbe. Organizatorami było kilku pasjonatów turystyki rowerowej, pracowników ENEA Operator Sp. z o.o ze Szczecina. Było to spontaniczne działanie osób, którym kultura fizyczna i czynny wypoczynek jest celem nadrzędnym. Idąc dalej tym tropem – pracownik wypoczęty i zadowolony, pracownikiem wydajnym, z korzyścią dla zakładu.

Pielgrzymka, która trwała 6 dni, liczyła dziewięć osób. Całość trasy, z ominięciem dróg krajowych wyniosła ponad 600 km. Wiodła przez malownicze tereny Pomorza Zachodniego i województw: lubuskiego, wielkopolskiego, opolskiego i śląskiego, z przewagą tras leśnych i wokół jezior. Ponadto zawsze znaleźliśmy czas na zwiedzanie. Poznano wiele unikalnych okazów architektury sakralnej, m. In. drewniany kościół w Skomlinie oraz świeckiej, takich jak ruiny zamku w Dankowie.

Po powrocie do pracy, co raz częściej zaczęliśmy odczuwać potrzebę zrzeszenia się poprzez zawiązania stowarzyszenia. Pomysł kiełkował i dojrzewał, aż wreszcie zaowocował zwołaniem kongresu założycielskiego, w wyniku którego powstało stowarzyszenie pn. „Towarzystwo Rowerowe STRADA”. W dniu 21.01.2008 Stowarzyszenie pn. „Towarzystwo Rowerowe STRADA”, zostało zarejestrowanie w KRS-ise i tym samym stało się faktem. Ustanowiono władze Stowarzyszenia oraz ambitny plan imprez i wyjazdów. Jednym z naszych celów było i jest do dziś, zaszczepienie idei rowerowego szaleństwa” wśród jak największej liczby mieszkańców Szczecina i województwa.

Przez te wszystkie lata udało nam się zorganizować wiele imprez rowerowych, pośród których sztandarową wydaje się być cykliczna impreza dla dzieci i młodzieży pn. „Rowerowe Dni Szczecina”. Ponadto liczne wyjazdy krajowe i zagraniczne wieńczą nasz kilkuletni dorobek.
Dziś „STRADA” liczy dwudziestu siedmiu członków, mogących pochwalić się licznymi wyjazdami krajowymi i zagranicznymi, grupowymi jak i indywidualnymi.
 

Mirosław Wiślicki (prezes stowarzyszenia)

W Szczecinie mieszkam Od urodzenia, czyli od 1956 roku. Z tym miejscem mam wiele miłych wspomnień z dzieciństwa. Jako dziecko, najbardziej lubiłem niedzielne spacery z rodzicami po Jasnych Błoniach aleją z platanami, i dalej ulicą Jedności Narodowej do Piastów, gdzie mieściła się lodziarnia „Dziurka” ze wspaniałymi lodami, o niepowtarzalnym smaku – lody cassate. Były to lata sześćdziesiąte. Dziś po lodziarni nie pozostał żaden ślad - szkoda.

Jednak z największą nostalgią i rozrzewnieniem wspominam moje wizyty w kawiarni „Sorento”, która była umiejscowiona w drewnianej, zielonej willi, na rogu ul. Mickiewicza i Bolesława Śmiałego, w której dane mi było kilka razy spotkać i zamienić kilka słów z legendę tzw. „muzyki mocnego uderzenia” Heńka Sawickiego Fabiana. W „Sorento” była prawdziwa szafa grająca z czarnymi krążkami singli, szkoda, że nikt nie chce jej dzisiaj reaktywować i przywrócić dawny szlif i blask.

Szkołę podstawową i technikum kończyłem w Szczecinie. Uczęszczając do szkoły podstawowej, wspaniałe wspomnienie to wizyty w kawiarni Kameralna (dziś również nie ma po niej śladu), która znajdowała się przy Pl. Kościuszki, grał tam na piano mój nauczyciel muzyki ze szkoły i zwykle pozwalał mi zagrać kilka kawałków przed prawdziwą publicznością (uczyłem się w szkole muzycznej w klasie fortepianu).

Natomiast okres szkoły średniej, to częste wizyty w klubie studenckim Kontrasty na wieczorach jazzowych i muzykowanie w innych szczecińskich klubach i lokalach. W jednym z nich, a była to Klubowa, poznałem swoją obecną żonę Elżbietę. Niestety, Klubowa nie istnieje od kilkudziesięciu lat, choć dla wielu szczecinian kojarzy się z dobrą muzą i niezłym wyszynkiem. Dalszą edukację odbywałem poza Szczecinem.

Obecnie pracuję w Eneii, a w wolnym czasie chętni poświęcam się swoim hobby - nurkowaniu, jeździe na rowerze, uczęszczaniu na siłownię. Ponadto lubię literaturę historyczną, głównie okres międzywojenny, przede wszystkim okres stalinizmu oraz rozprawy naukowe nt. socjotechniki i autobiografie z tym związane, np. Kevina Mitnicka.

W tym mieście mam swoje ulubione miejsca do których często wracam. Lubię stare szczecińskie kamienice, brukowane drogi – ul. Kuśnierska na podzamczu, nadodrzański bulwar Chrobrego, a przede wszystkim Wały Chrobrego. Jedną z ulubionych kawiarni do której lubię „wpadać” to „Klubik”, właśnie przy ul. Kuśnierskiej. Lubię wypady rowerowe po przygraniczu, a także ścieżkami rowerowymi Szczecina, m. in. przy Trasie Zamkowej i dalej na rowerowe hulanki po Puszczy Bukowej. Znajomym z innych miast zwykle pokazuję Wały Chrobrego, szczecińską nową starówkę, która jest niestety bez duszy, potrzebuje młodego menadżera z wyobraźnią i pomysłem na „rozbujanie” tego miejsca, Zamek Książąt Pomorskich, Aleję Fontann, Katedrę i Szczecińskie place.

Szczecin jest dla mnie niezwykle ważny. To miasto mojego dzieciństwa, miasto rodzinne, miasto wielkich przemian moich i jego, jest tym miejscem co port dla marynarza, do którego wracam po podróżach i za którym tęsknię, gdy za długo mnie tu nie ma, krótko mówiąc jest dla mnie wszystkim, bo tu mam wszystko, pracę, rodzinę, wspomnienia i oczywiście miłość.

Uważam, że sama strategia Floating Garden jest godna uwagi. Żeby wypowiedzieć się na ten temat w sposób wyczerpujący, trzeba by małej rozprawy naukowej. Generalnie projekt podoba się. Jest pomysłem nowatorskim i bardzo śmiałym, cechującym się przede wszystkim rozmachem na skale co najmniej ogólnopolską, żeby nie powiedzieć europejską, daleko wybiegająca w przyszłość. Jego realizacja będzie zależała głównie od nas, mieszkańców ale przy wydatnym udziale władz miasta, bo to oni kreują i regulują kierunki rozwoju i realizacji etapów projektu. Autorzy przedsięwzięcia wykazali się ogromną kreatywnością w wizji przyszłości Szczecina. Sama nazwa wiele znaczy i mówi. Mi osobiście nazwa Floating Garden, kojarzy się z Babilonem i jego Wiszącymi Ogrodami, nazwanymi tak przez greckiego historyka i podróżnika Herodota jednym z Siedmiu Cudów Starożytnego Świata. Niech więc Szczeci, stawiając sobie tak ambitny plan strategiczny rozwoju, zostanie Ósmym Cudem Nowożytnego Świata.

Szczecin ma dużo mocnych stron. Myślę, że aktualnie rozwój infrastrukturalny miasta, który zmienia jego wizerunek pod względem nowoczesności i co raz lepszej funkcjonalności: nowoczesne budynki, drogi, kolorowe elewacje budynków, odnawianie starych, zabytkowych kamienic, co raz leprze rozwiązania komunikacyjne. Najmocniejszą stroną jest strategia Floating Garden. A co o Szczecinie sądzą inni? Szczecin postrzegany jest wszędzie bardzo życzliwie i pozytywnie nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Będąc w tym roku na wyprawie rowerowej w Chorwacji i rozdając ulotki i foldery reklamowe wśród właścicieli wspaniałych jachtów, bardzo często odpowiadaliśmy na konkretne pytania związane ze zlotem żaglowców w 2013 r w Szczecinie - The tall Ships Races w 2013 r., budząc duże zaciekawienie i obietnice odwiedzenia naszego miasta w czasie zlotu.